Zadziałaj dla siebie


Nasze dzieci jedzą śmieci?

 

 

Idąc ulicą, przypadkiem usłyszałam rozmowę matki z dzieckiem (otyłym, kilkuletnim chłopcem):

- Synku, jesteś głodny?

- Tak

- To chodź, kupię Ci jakieś chipsy...

To niestety dość powszechna scena ostatnich lat. I najgorsze jest to, że prognozy są bezlitosne – w jednym z raportów dotyczących zdrowia napisano, że w krajach cywilizowanych rośnie pierwsze pokolenie, które jest bardziej chore i umrze w młodszym wieku niż rodzice...

Fot. Shutterstock


Po raz pierwszy w historii ludzkości obniża się przewidywana długość życia. Jedzenie dla przyjemności stało się niestety naszym wrogiem numer 1.

W USA co trzecie dziecko ma nadwagę. Wygląda na to, że szybko to nadrobimy. ONZ donosi, że liczba osób borykających się z problemami wynikającymi z przekarmienia, przerosła liczbę osób cierpiących z niedożywienia! To chyba największy paradoks naszych czasów.

Nadmierna ilość kilogramów to problem ponad połowy naszej ziemskiej społeczności. Wiele osób z racji swojej otyłości zapadnie na jedną z chorób cywilizacyjnych. Jest spora grupa ludzi, którzy zdają sobie sprawę z wagi swojego problemu i rzeczywiście dążą do zmniejszenia masy ciała, do zmiany stylu życia (oczywiście z różnym skutkiem, bo trzeba wiedzieć, jak to umiejętnie, bezpiecznie i skutecznie zrobić). Jednak jest wiele osób, które nie wiążą przyczyny swoich problemów z tym, co jedzą i czym karmią swoją rodzinę. A przecież gdyby to powiązali, nie musieliby łykać leków rujnujących organizm czy poddawać się uciążliwym operacjom (by-passy, zmniejszenie żołądka, pompy insulinowe i inne).

     Coraz mniej prawdziwego pożywienia

Przetworzone i opakowane w folię produkty w naszym codziennym koszyku, to najczęściej piorunująca mieszanka chemii i konserwantów. Wszyscy jesteśmy wolni i mamy prawo decydować. Nikt nam nie każe jeść tego, a tamtego nie. To nasze codzienne wybory. Jednakże trzeba wiedzieć, jakie mamy korzyści wybierając to, czy tamto.

Jest takie ciekawe powiedzenie: wszystko mi wolno, ale nie wszystko przynosi mi korzyść. Często mawiamy też: wszystko jest dla ludzi. Pewnie, że tak! Alkohol jest dla ludzi. Papierosy są dla ludzi. Narkotyki są dla ludzi. Hazard też jest dla ludzi. Pytanie: co ja z tego mam? Czy to czyni mnie zdrowym, lepszym, wolnym? Czy przypadkiem nie odbiera mi to ciężko zarobionych pieniędzy? Czy moja rodzina na tym nie cierpi?

Warto odpowiedzieć sobie na takie pytania i zweryfikować powyższe powiedzenia pod kątem tej naszej (pozornej) wolności.

     Cukier krzepi?

Chyba niekoniecznie. Jeszcze nigdy nie było w pożywieniu takiej ilości cukru! On jest wszędzie – w płatkach śniadaniowych, w ketchupie, w chlebie (np. tostowym), mleku smakowym w kartonikach (Tak! Rozdają je dzieciom w szkołach w myśl akcji pij mleko będziesz wielki! No niestety, weszliśmy z tym z deszczu wprost pod rynnę), w większościparówek (nie wszystkich!), wwodach smakowych, granulowanych herbatach, prawie wszystkich soczkach dla dzieci i napojach, gotowym kakao, jogurtach owocowych, serkach smakowych, kawach Instant, zupkach w proszku i w wielu innych produktach.

Dzieci jedzące dużo cukru, są zagrożone chorobami tj. ADHD, osłabieniem układu odpornościowego, cukrzycą, próchnica, grzybicą (Candida), depresją, złamaniami kości, zespołem jelita drażliwego, nowotworami.

 

     Chleba naszego powszedniego…

 

Musisz zdawać sobie sprawę, że pszenica nie jest dziś już tym, czym była dawno temu. Nie powstaje z niej już zdrowy chleb. Zmodyfikowana pszenica nie jest w stanie przetrwać w stanie dzikim bez ludzkiego wsparcia w postaci nawozów i środków zwalczających szkodniki. Mało tego – bo nie o nawozy tylko chodzi – pszenica to dziś produkt inżynierii genetycznej.

Jeden z amerykańskich lekarzy kardiologów, dr William Davis, postanowił głośno powiedzieć na temat szkodliwości pszenicy – pomimo różnych głosów sprzeciwu ze strony zarówno środowiska medycznego jak i szeroko pojętego przemysłu spożywczego. Uprawy pszenicy objęte są bowiem wielkimi dotacjami finansowymi, a producenci pszenicy to jedno z najbardziej wpływowych lobby producenckich oddziałujących na świat polityki, gospodarki oraz nauki.

Lekarz ten podczas jednego z wywiadów powiedział: Genetycy zajmujący się produkcją rolniczą pracują na roślinach, a nie na ludziach. W środowisku tym panuje powszechny i głęboko zakorzeniony pogląd, że bez względu na to, jakich technik używa się przy genetycznych modyfikacjach takich roślin jak pszenica, i tak nadają się one do spożycia przez ludzi. Pewnych pytań się tam po prostu nie zadaje. Moim zdaniem to fundamentalny błąd, który leży u źródeł cierpienia wielu ludzi, którzy w dobrej wierze spożywają produkty inżynierii genetycznej (…) To, co zaobserwowałem u ludzi, którzy wyeliminowali pszenicę ze swojej diety, przeszło moje najśmielsze oczekiwania. W ciągu 6 miesięcy zrzucali ok. 30 kg wagi, poprawiał się u nich nastrój, wracała chęć do życia, ustępowały schorzenia związane ze stanami zapalnymi np. wrzodziejące zapalenie jelita grubego lub reumatoidalne zapalenie stawów, znikały przewlekłe wysypki. Efekty te powtarzały się raz po raz. Uznałem wtedy, że nie mogę przemilczeć tej kwestii i ukryć jej w zaciszu swojego gabinetu.

Rzecz jasna wciąż potrzebujemy więcej dowodów na szkodliwość pszenicy, zanim zdecydujemy się zrezygnować z jej spożycia, a zwłaszcza jej genetycznie modyfikowanej odmiany, którą się nam wciska jako „pokarm”. Jednak moim zdaniem dane, które już dziś są dostępne, dostatecznie uzasadniają rozpoczęcie publicznej debaty na ten temat. Na jej podstawie ludzie mogliby podejmować świadome decyzje.

 

Pszenica mocno wpływa na układ nerwowy i mózg, co jest bardzo niepożądane, zwłaszcza u dzieci. Potrafi oddziaływać w przyjemny sposób na emocje, wywoływać objawy głodu narkotycznego po jej odstawieniu, pobudza apetyt. Produkty z udziałem pszenicy dominują w naszej współczesnej diecie i zwiększają poziom cukru we krwi bardziej niż wszystkie inne pokarmy. Jedzenie ich prowadzi nie tylko do cukrzycy, ale również chorób serca, zapalenia stawów, alergii, urojeń o podłożu schizofrenicznym. Badania kliniczne dowiodły tego prawdopodobnie już kilkadziesiąt lat temu, jednak nigdy nie ujrzały światła dziennego.

     Margaryna zamiast masła

Na niemal każdej wizycie w mojej poradni, zadaję pytanie: czym smaruje Pan/ Pani pieczywo? Cieszy mnie, że coraz więcej osób przekonuje się do masła i przestaje się go nareszcie bać. Niestety jest jeszcze grupa osób, które smarują chleb margaryną, bo się łatwo i szybko rozsmarowuje. I to zjadają całe gospodarstwa domowe, w tym dzieci.

Moi Drodzy, jeśli będziemy mieli takie podejście do zdrowia, to w przyszłości bliższej lub dalszej będziemy chorować. Bo wygoda zdrowiu nie służy i przekonujemy się o tym każdego dnia - samochód zamiast wędrówki pieszo, winda zamiast schodów, dania Instant szybkie do podgrzania; zupka w proszku lub plastykowym kubku zamiast normalnej zdrowej zupy itd. To wszystko wygodne, ale czy zdrowe?

Gdy w latach 50-tych narodziła się hipoteza o szkodliwości lipidów, producenci przetworzonej żywności zorientowali się, że ich produkt można reklamować i sprzedawać jako lepszy i zdrowszy niż masło. Slogan sprzedał się świetnie, a margaryna stała się powszechnym i wygodnym dodatkiem do chleba, pozbawionym rzekomo złych składników odżywczych – cholesterolu i tłuszczu nasyconego. W to miejsce dodano do niej sztuczne witaminy (A, D, E) oraz tłuszcz nienasycony. Nie przewidziano tylko jednego, otóż uwodornienie tłuszczu roślinnego w tłuszcz o stałej konsystencji, powoduje powstawanie tłuszczów trans, które są niezwykle szkodliwe dla zdrowia. Przyczyniają się one przede wszystkim do chorób serca i zawałów, co potwierdziły badania naukowe.

Prof. Grażyna Cichosz po przestudiowaniu 600 publikacji uważa, że hipercholestrolową teorię miażdżycy wymyślono w celu zdyskredytowania tłuszczów zwierzęcych i wprowadzenia do diety ludzi tłuszczów roślinnych (tanich rafinowanych olejów i margaryn), które są o wiele tańsze niż te pochodzenia zwierzęcego. I nawet bardzo droga margaryna, wielokrotnie przewyższająca ceną prawdziwe masło, ma niewiele wspólnego ze zdrowiem.

Dzieci (i dorośli) powinny spożywać prawdziwe masło (minimum 82% tłuszczu), gdyż zawiera ono naturalne witaminy. Nie trzeba ich celowo dodawać. Margaryna to mieszanina różnych substancji, do tego potraktowana syntetycznymi witaminami. Często zawiera konserwanty i barwniki.

Jeśli ktoś nie może z jakiegoś powodu jeść masła (np. ma alergię na mleko krowie pod każdą postacią albo jest weganinem), można z powodzeniem stosować do smarowania pieczywa olej kokosowy, pasty z warzyw (m.in. z awokado) albo ziaren (sezamu, orzechów, pestek z dodatkiem dobrego oleju lub oliwy - tłoczonych na zimno).

     Mięso jest korzystne dla zdrowia, ale…

Ze sprawa mięsa jest tak, że zarówno Ci nie spożywający, jak i jedzący mięso mogą być zdrowi. Dieta wegetariańska dla wielu osób okazuje się zbawienna dla zdrowia. Inni jedzą mięso całe życie i również są zdrowi. Ważne jest, by przyjrzeć się swojemu organizmowi i zaobserwować, jak mięso wpływa na nasze samopoczucie – czy powoduje ociężałość, ospałość, pobudza apetyt, powoduje problemy żołądkowe, tycie… Jeśli tak, być może warto przestać je na jakiś czas jeść. Jeśli zaś czujemy się dobrze, trzeba zapewnić sobie mięso dobrej jakości – nie takie, jak w supermarketach, bo zwierzęta hodowane masowo mają prawie zawsze hormony i antybiotyki. Do tego inną chemię, którą w swoim życiu spożywały.

Istnieje też teza (dość logiczna moim zdaniem), że zwierzęta, które całe życie żyją w warunkach strachu - czują, że będą niedługo zabite, mają złe warunki do życia, są źle traktowane, żyją w ścisku, jeden obok drugiego w klatkach - nie mogą być dla nas dobrym pożywieniem. Takie mięso niczego dobrego nie wnosi do naszych organizmów. Wręcz przeciwnie, mocno szkodzi i zatruwa nas nie tylko substancjami toksycznymi, ale również zasila złą energią, przez co jesteśmy np. agresywni, niespokojni.

Dlatego nie warto serwować sobie i naszym pociechom mięsa z supermarketów, tylko kupić „szczęśliwą” kurę czy indyka i z nich zrobić kilka zdrowych obiadów. Może być też królik naturalnie karmiony, gołąb, dziczyzna, które uchodzą raczej za mięsa zdrowe. Wieprzowinę można sobie spokojnie podarować z różnych powodów. Nie jest nam potrzebna. No i oczywiście ryba (jak najmniej pangi, tilapii i ryby maślanej z uwagi na słabą kontrolę ich hodowli oraz tuńczyka, miecznika, rekina i jesiotra, które kumulują w sobie najwięcej rtęci).

     Naucz dziecko picia bez cukru

Nie wiem dlaczego, ale wielu rodziców od samego początku dosładza swojemu dziecku herbatę. Czy to przyzwyczajenie? A może założenie, że dziecko bez cukru nie wypije? Przecież dziecko nie wie jeszcze, co to znaczy herbata z cukrem albo bez? Skoro zaczynamy mu słodzić, to po pewnym czasie dziecko takiej herbaty bez cukru rzeczywiście już nie wypije, bo będzie znało jedynie słodki smak napoju. A cukier to przecież puste kalorie i krok do nadwagi.

Warto uczyć dziecko picia wody zamiast soczków, bo większość z nich zawiera cukier. Jeśli dziecko nie chce pić wody, to można podawać mu herbatę albo soki własnej roboty rozcieńczone z wodą czy kompoty niedosładzane. Trzeba wyrabiać nawyki za młodego, bo później dość trudno jest się odzwyczajać od pewnych smaków.

     Mleko – tak czy nie?

To spory dylemat. Są przeciwnicy jak i zwolennicy picia białego płynu. Myślę, że jeśli rzeczywiście mleko dziecku nie szkodzi, to może je pić, ale pod warunkiem, że jest to prawdziwe mleko – nie z kartonika stojącego na półce w sklepie (to jest moi Drodzy trucizna a nie mleko!!). Najlepiej, by było to mleko wiejskie, prosto od krowy i jedynie przegotowane. Jeśli nie ma takiej możliwości, to mleko świeże z krótszym terminem do spożycia, stojące w lodówkach w sklepach. I najlepiej nie podawać go dziecku zbyt często. Można zrobić na nim owsiankę, budyń, kaszę czy naleśniki. Jednak uważam, że takiego sklepowego mleka nie powinno się pić „szklankami”.

Mleko nie jest jedynym źródłem wapnia. Rzekłabym nawet, że jest słabym źródłem wapnia. Są badania, które pokazują, że mleko wręcz zabiera wapń z kości. Dlatego wapń można pozyskać z powodzeniem z innych produktów, choćby z nabiału – wszelkich serów, maślanki, jogurtu, kefiru, ale również z warzyw, maku, migdałów, fasoli, orzechów, sardynek czy owoców suszonych.



Mądrości i Zdrowia!
Ewelina Wieczorek
www.epicentrumzdrowia.pl

 

PS. Jeśli chciałabyś skorzystać z indywidualnego planu zdrowotnego (żywieniowego), skontaktuj się ze mną. Tu znajdziesz szczegóły na temat współpracy w ramach Wirtualnego Dietetyka:

http://dietacwiczeniaodchudzanie.epicentrumzdrowia.pl/?Itemid=26

 

         

                  

                     

          Witaj w ZADZIAŁAJ DLA SIEBIE!

Nazywam się Ewelina Wieczorek i jestem autorką tego serwisu. Z wykształcenia jestem pedagogiem zdrowia, specjalistą ds. żywienia, psychodietetykiem.

 

Jeżeli chcesz żyć zdrowo, próbujesz odżywiac się świadomie, chcesz chudnąć, chciałabyś więcej się ruszać i szukasz do tego motywacji - zapraszam Cię do lektury.

Jeżeli potrzebujesz diety - wejdź na stronę mojej poradni Epicentrum Zdrowia.

 

Jeśli masz ochotę, czytaj więcej o mnie.

Możesz również poznac opinie o mojej pracy.

Zapraszam do kontaktu:
ewelina@epicentrumzdrowia.pl

                                                            

 

 

STRONY, PORTALE:

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

POLECAM KSIĄŻKI:

 

 

Przejdź do CZYTELNI