Zadziałaj dla siebie


„Święta” ciągną się u nas tygodniami…

 

 

 

Niedługo Wigilia... Nie wiem, jakie prezenty kupić rodzinie... Muszę trochę zacisnąć pasa, bo zaraz będzie trzeba robić zakupy świąteczne... Nie mam teraz czasu na dietę...


To są hasła często słyszane przeze mnie zaraz po 1-szym listopada. Czy aby nie za wcześnie? A może ta cała nagonka, skutecznie realizowana przez media, sprawia, że co roku dajemy się wciągnąć w niebezpieczną grę zapożyczania, kupowania, jedzenia, a potem narzekania?

 

Fot. Shutterstock

 

 

 

 

     Obiecuję, że wezmę się za siebie… (po świętach)

 

Nie mogę teraz zmienić odżywiania, bo przecież za miesiąc będą święta, więc po co? Takie stwierdzenie padło kiedyś z ust mojej znajomej. Zapytałam ją: jeśli nie teraz, to kiedy? Zastanowiła się i stwierdziła: no... hmm... po świętach od razu wezmę się za siebie. Obiecuję! (tak jakby to była moja sprawa, że ktoś nie chce dbać o swoje zdrowie. Moja sprawa jest wtedy, gdy ktoś przychodzi do mnie z WIARĄ W SUKCES I Z PEŁNYM PRZEKONANIEM, że chce dokonać pewnych rzeczy - chce schudnąć, poprawić zdrowie, kondycję, zrobić formę, chce zmienić swoje nastawienie do jedzenia i swojego ciała, pragnie wyrzeźbić sylwetkę. Wtedy jest to moja sprawa. I tylko wtedy).

 

Do dziś pluję sobie w brodę, że nie raz w mojej pracy zawodowej dałam się wciągnąć w bezsensowną grę z ludźmi, którzy zupełnie nie wiedzieli, po co zjawili się w mojej firmie. Niby chcieli coś zmienić, ale w gruncie rzeczy wcale nie chcieli. Oczywiste było, że nie będzie żadnych efektów, skoro sami nie wierzyli w to, co robią ani w moją pomoc, ani w moje metody pracy czy moje zadania i wskazówki dla nich. I kto najczęściej obrywał? Oczywiście, że ja, bo klienci oczekiwali cudu, a ja nie potrafiłam im go sprawić.

 

Na szczęście w porę się zorientowałam, że nie mogę w taki sposób pracować. W przeciwnym wypadku musiałabym zaszyć się z dala od ludzi i długo leczyć na zbytnią łatwowierność, dziecięcą ufność i totalny brak przewidywania.

 

 

 

     Jeśli nie teraz, to kiedy?

 

No właśnie. Jeśli chcesz schudnąć i polepszyć kondycję oraz zdrowie i już teraz nie podejmiesz decyzji o zmianie żywienia (jeśli jest nieodpowiednie) czy rozpoczęciu aktywności fizycznej (o ile jeszcze nie trenujesz), to uwierz mi, że po świętach możesz również nie mieć na to ochoty. Dlaczego?

 

Wybacz mi moją dosłowność, lecz wiem to z licznych obserwacji i po części z doświadczenia, że grudzień przemija niezwykle szybko, potem rozpoczyna się kolejny rok wraz postanowieniami. Dzień jest krótki, styczeń wlecze się w nieskończoność, po pracy najlepiej siąść w fotelu i nic nie robić, najlepiej uraczyć się jeszcze jakimś ciachem czy kolejną kanapką… Ponadto nie bardzo chce się wychodzić z domu w mróz. Wieje nudą, sporo osób doświadcza chandry w tym okresie. Jednym słowem, większość z nas czeka już na wiosnę i zgodnie twierdzi, że nic się nie chce. Więc gdzie tu znaleźć poryw do zmian życiowych czy w sylwetce? Jak wydobyć z siebie chęć do pracy nad sobą?

 

Oczywiście dla mnie osobiście żadna pora roku nie stoi na przeszkodzie do tego, bo inwestować w swoje zdrowie, bo zazwyczaj robię co roku dokładnie to samo. Ty też powinnaś każdego miesiąca skupiać się na tym, co najistotniejsze, czyli na zdrowiu i dobrym samopoczuciu swoim własnym oraz bliskich (jeśli Ci na to pozwolą). Jeśli to zaniechasz, możesz mieć później pretensje tylko do siebie. I żadne święta Cię nie usprawiedliwią.

 

 

     Cały rok mamy święta

 

Pamiętam dokładnie, kiedy jako dziecko naprawdę czułam, że są święta. Wtedy jadło się inaczej, więcej było na stole, dostawało się paczki pełne słodyczy. Zapach mandarynek i pierogów z kapustą długo kojarzył mi się z Wigilią. A dziś? Na ogół już nic nie kojarzy się z Wigilią, bo cały rok można bez żadnego problemu kupić to, na co ma się ochotę. Cały rok można wsuwać ciasta, mandarynki, pierogi z kapustą i grzybami, śledzie czy różne mięsa (jak w pierwszy i drugi dzień świąt). Zwykła codzienność.

 

Zastanawiam się czasami, czy my naprawdę wierzymy w to, że podczas świąt jest inaczej niż w ciągu roku? Oczywiście mam na myśli kwestie pożywienia, bo atmosfera jest niewątpliwie inna, wspaniała i radosna.

Dziwni z nas ludzie, jeśli sądzimy, że trzeba mieć zastawiony stół, mnóstwo słodkości w domu, by poczuć, że są święta. Przecież to dla większości z nas nic nowego… oczywiście mówię o przeciętnym Polaku, który pracuje i ma za co żyć (dla ludzi bezdomnych czy żyjących w ubóstwie, to nie jest codzienny widok. I z tego powodu może mają nawet lepiej niż my, bo gdy ktoś zaprosi ich na święta czy ułatwi wyprawienie wigilii, rzeczywiście doświadczają czegoś wyjątkowego, czego nie mają. Oni przeżywają coś wyjątkowego, a dla nas to tylko powtórka sprzed roku).

 

Stąd właśnie wynikają nasze problemy zdrowotne, bo po pierwsze opychamy się skoro kupiliśmy i przyrządziliśmy tony jedzenia (przecież są święta!), a po drugie nigdy nie możemy wziąć się za siebie (zmienić diety, zacząć ćwiczyć), bo za niedługi czas jest Wielkanoc i znów czeka nas kolejne kupowanie, gotowanie, jedzenie... I tak mijają miesiące, lata i wreszcie całe życie.

 

 

     Przerywam ćwiczenia na grudzień, bo idą święta…

 

Instruktorzy i wszystkie osoby, które prowadzą jakieś zajęcia sportowe mogą mieć w grudniu większy lub mniejszy przestój w swojej pracy. Niektóre osoby bowiem rezygnują na ten miesiąc z treningów, gdyż od rana do nocy kupują, gotują, pichcą, sprzątają… I tak cały grudzień! Nie mówię, że wszyscy, ale wielu tak właśnie robi.

 

Ja osobiście nie wiem, kto przy zdrowych zmysłach wykonuje te wszystkie czynności cały grudzień? Przecież święta trwają tylko 3 dni! A my świętujemy cały grudzień.

 

Uważam, że rezygnowanie z aktywności sportowej jest tylko i wyłącznie pretekstem do tego, by usprawiedliwić swoje lenistwo, niechęć, brak motywacji. A okres przed i poświąteczny jest świetną wymówką – no bo będę zajęta. Mnie takie hasło zupełnie nie przekonuje. Marna wymówka. Powtórzę się, święta trwają tylko 3 dni, nie miesiąc.

 

Potem w styczniu te same osoby wracają na treningi o 3-5 kilo grubsze, ociężałe, bez energii i jakiejkolwiek kondycji, bo trzeba pamiętać, że jak się przerywa aktywność fizyczną na miesiąc czasu, to następuje obniżenie zdolności pochłaniania tlenu przez organizm o około 10%, objętość krwi spada o 5-10%. Zmniejsza się też gibkość oraz ilość glikogenu w mięśniach o 20-30%. To duże ubytki, które trzeba nadrobić. A po co to nadrabiać, skoro można było się posuwać naprzód, a nie cofać, by coś nadganiać? W taki sposób zamiast robić krok w przód, robimy krok w tył.

Tym akcentem skłaniam Cię dziś do refleksji. Jeśli masz taki zamiar, zacznij działać dla siebie już teraz, nie czekaj na czas po świętach. Po świętach będą kolejne święta. A po nich następne...  I co wtedy?

 

Mądrości i Zdrowia!
Ewelina Wieczorek
www.epicentrumzdrowia.pl