Zadziałaj dla siebie


Wigilijny karp na stole... czy warto go jeść?

 

 

 

 

Bez karpia nie ma wigilijnej wieczerzy, mawia wielu z nas. I rzeczywiście coś w tym jest, bo poza tym jednym dniem w roku, nie spożywamy tej ryby…

 

Fot. Shutterstock

 

 

 

 

 

 

Karp zawiera 127kcal w 100g, jest źródłem łatwo przyswajalnego białka, witamin z grupy B, potasu, magnezu, siarki, cynku, selenu, żelaza, nienasyconych kwasów tłuszczowych. Polska jest największym producentem karpia w Europie.

Zanim kupisz karpia warto, byś poznał istotne zasady, które należy wziąć pod uwagę.

 

 

     Najlepszy jest ten świeży



Najsmaczniejszy jest karp bardzo świeży, stąd zwyczaj sprzedaży karpia żywego, a nie martwego, wypatroszonego, już pokrojonego w dzwonki. Karp filetowany może być nieświeży. Może okazać się, że karp taki nie pochodzi z Polski, lecz np. z Chin.

 

Co roku produkuje się Polsce około 20 tyś ton karpia. Jeśli lato jest nieudane, to jest go mniej i około 15% karpi w sklepach to karpie z importu. Trudno wówczas odróżnić tego krajowego od importowanego.

 

Po czym poznać nieświeżą rybę? Karp świeży nie może posiadać intensywnego, rybiego zapachu. Stara ryba ma mętne oko, skierowane na wprost (jak u lalki), jej skrzela nie są krwiste, a raczej blade, szare, a nawet zielonkawe i pokryte śluzem. Ryba nieświeża po naciśnięciu nie wraca do poprzedniego kształtu – zapada się. Ma przeróżne plamy na grzbiecie i podbrzuszu.

 

 

     Wielkość ma znaczenie

 


Za najsmaczniejsze uważa się sztuki ważące do 1,5 kilograma. Cięższe mają więcej tłuszczu. Ilość tkanki tłuszczowej karpi zależy - tak samo jak u człowieka - od sposobu żywienia. Mięso karpi karmionych kukurydzą są bardziej tłuste niż te, które były karmione np. łubinem.

 

 

     Zapach mułu…

 


Karp nie powinien pachnieć szlamem. Dobry producent wyławia karpie ze stawu w październiku, wkłada go do basenu o twardym dnie, gdzie karp przez 2 miesiące oczyszcza się z tego charakterystycznego zapachu. Zły producent zaś wyławia karpia tuż przed Wigilią i wówczas mamy na stołach rybę „pachnącą” mułem.

 

 

     Ryby słodkowodne, czy morskie?

 


Spożywanie zarówno jednych i drugich niesie dla nas korzyści. Jednak to, co wyróżnia te słodkowodne od morskich, to przede wszystkim większa zawartość cholesterolu u tych pierwszych. Mało tego, ryby słodkowodne nie zawierają takiej ilości zdrowych tłuszczów, co ryby morskie. Jest to wynikiem faktu, iż jako ryby słodkowodne żyją w wodach ciepłych, a to nie wymaga od nich ochrony w postaci tkanki tłuszczowej, jak ma to miejsce u ryb morskich żyjących w wodach zimnych.

 

Oczywiście, jeśli mowa o sztucznie hodowanym karpiu, to jego ilość tłuszczu tak jak wspomniałam, zależeć będzie od sposobu karmienia. Mimo to, gdy ryba pływa sobie dziko, sama wybiera pożywienie i nie musi mieć grubej warstwy tkanki tłuszczowej.

Dlatego warto jeść zarówno jedne jak i drugie ryby.

 

 

     Karp w… puszce

 


Można spotkać również karpia w puszkach. Ale czy to dobry pomysł, by go jeść w takiej postaci? Po przewertowaniu puszek i etykiet, włosy stają dęba. Podaję przykłady:

 

- karp w sosie greckim, a w nim: 50% ryby, połowa sosu, i co najśmieszniejsze – karp poławiany w wodach Argentyny! Skoro jesteśmy największym producentem karpia w Europie, to chyba nie musimy sprowadzać tej ryby aż z Ameryki południowej…

- karp po żydowsku, a tu same „rarytasy”: glutaminian sodu, liczne konserwanty, mintaj, a samego karpia…15%!

- karp w galarecie: woda, żelatyna, poprawiacze smaku, zagęstniki, poprawiacze smaku, a karpia 20%...

 

Więc uważajmy na rybne konserwy, bo kryją one tam niemal wszystko.

 

 

     „Transport” karpia do domu

 


Aby oszczędzić tym zwierzętom cierpień (one też czują, tak samo jak człowiek), przenośmy żywego karpia w specjalnych rynienkach z wystającym brzegiem. Rynienki te są dostępne w wielu sklepach. Jako, że karp oddycha również przez skórę, może dość dobrze znieść w niej powrót z zakupów. W rynience bowiem żywa ryba nie przyklei się do plastykowej siatki, ani nie udusi. Korzystajmy więc ze specjalnych opakowań do transportu karpia. Nie praktykujmy transportu ryby „po zbójnicku”.

 

 

Mądrości i Zdrowia!
Ewelina Wieczorek
www.epicentrumzdrowia.pl