Zadziałaj dla siebie

 
Tłusta dieta do dobra dieta!


Chciałabym poruszyć dziś temat tłuszczu w diecie. Kilkadziesiąt lat temu ludzie bardzo łatwo uwierzyli w coś, co jest kompletnym kłamstwem.

I taki mit funkcjonuje jeszcze do dziś, zbierając żniwo w postaci licznych chorób i milionów zgonów. Całe szczęście mit ten został obalony i coraz więcej osób przekonuje się o tym (często na własnej skórze), że jedzenie „chudo” to wielki błąd...

Fot. Shutterstock

 

 

    
     Wróćmy do cholesterolu

Nie ulega wątpliwości, że nasi przodkowie żywili się tłusto, zwłaszcza Ci mieszkający na wsi i posiadający gospodarstwa. Tak żyli na przykład moi dziadkowie. Na ich stole zawsze gościły wspaniałe, pyszne tłuste potrawy (uwielbiałam kiedyś pasztety, tłuste rosoły, kaszankę, jajecznicę na boczku, golonkę, tłustą śmietaną i sery, twarogi (tylko tłuste!), prawdziwe masełko). Nigdy nie chorowali oni na miażdżycę, cukrzycę, nowotwory, osteoporozę, nadciśnienie, RZS, Hashimoto czy alergie (dopiero, gdy zrezygnowali z prowadzenia gospodarstwa i przenieśli się do miasta, prowadząc bardziej zachodni styl żywienia zaczęły imać się ich choroby).


Żyjąc sobie na wsi, wysoki cholesterol ich nie dotyczył, nawet jeśli był wysoki to nikt się nim nie przejmował. I słusznie, bo wysoki poziom cholesterolu nigdy nie był, nie jest i nie będzie przyczyną miażdżycy. Hipoteza, że wysoki poziom cholesterolu powoduje chorobę serca została tak mocno wtłoczona w naszą świadomość, że stała się niemal religijnym dogmatem. Ludzie mocno się dziwią dowiadując się, jak niewiele dowodów naukowych istnieje na poparcie tej teorii.

Poruszałam ten temat w poprzednich artykułach. Tu wspomnę jedynie, że wątroba produkuje cholesterolu tyle, ile potrzebuje. Jeśli dostarczamy go za mało wraz z pożywieniem, to ten mądry organ i tak wyprodukuje go sobie bardzo dużo, jeżeli uzna za konieczne. Cholesterol w ciele spełnia m.in. funkcję naprawczą i długotrwale podwyższony powyżej pewnego progu, może ewentualnie wskazywać na problem zdrowotny, który nie został jeszcze zdiagnozowany. I tym problemem należy się zająć, a nie obniżaniem cholesterolu, który właśnie pomaga organizmowi w walce z chorobą.

Przyjmowanie leków w celu obniżania cholesterolu w poziomie 210-280 mg/dl to zabójstwo dla organizmu. To trucie siebie na własne żądanie. I nie dziwcie się Państwo potem, że zapadacie na różne choroby, macie kiepskie samopoczucie czy też tyjecie. Bo skoro nie pozwalacie organizmowi radzić sobie z problemem, to on się zwyczajnie buntuje.


     Mit niskotłuszczowej, rzekomo zdrowej diety

 

Znamy fakty, a mimo to, przez ostatnie kilkadziesiąt lat mieliśmy tylu lipofobów. Wszyscy przejmowali się cholesterolem i masowo chorowali. I nadal chorują z powodu niskotłuszczowych diet, ale to się powoli zmienia.

Zdarzają mi się jednak do dzisiaj przypadki, że przychodzi do mnie klient/ klientka i mówi tak:

- mam nadwagę od kilku lat i żebym ja jadł chociaż tłusto… a ja proszę Pani nie jem w ogóle tłustego mięsa, zupy gotuję tylko na warzywach albo na piersi z kurczaka, nie jem boczków, pasztetów, tłustych serów, twaróg kupuję tylko chudy, jogurty odtłuszczone, mleko 0% tłuszczu… ja naprawdę nie wiem, skąd ta nadwaga!
Odpowiadam wtedy:

- może właśnie stąd… Pan zamiast się najeść, to Pan stale dojada, bo założę się, że chodzi Pan wiecznie głodny, z niedosytem i ciągle szuka, co by tu jeszcze zjeść.
Oczywiście 99% osób kiwa głową twierdząco.

Jeśli ktoś sądzi, że jedząc chudo schudnie, albo będzie zdrowy i silny, jest w wielkim błędzie. W odżywianiu bowiem chodzi o proporcje pomiędzy białkiem, węglowodanami i tłuszczami. Jeżeli tych dwóch pierwszych będzie za dużo, a tego ostatniego za mało – taki model żywienia okaże się nieprawidłowy. I właśnie wtedy jest największe ryzyko miażdżycy, nowotworów czy osteoporozy! Właśnie dlatego, że dieta obfituje głównie w węglowodany i białko.
Nowotwór żywi się cukrem. Cukier zaśmieca cały organizm powodując szereg chorób. Białko mocno obciąża nasze organy, zwłaszcza wątrobę i nerki.

A tłuszcz? Tłuszcz to wspaniałe paliwo! Od tłuszczu bardzo trudno się tyje. Rzekłabym nawet, że wcale się od tłuszczu nie tyje. Tyje się od węglowodanów. Tłuste wyroby mięsne to źródło kolagenu, o którym szerzej napiszę w następnym wydaniu Tematu. Tłuszcz to źródło witamin. Nie obciąża organizmu. Na długo syci – wystarczy zjeść 2-3 posiłki dziennie. Dieta bardziej tłusta to dieta, przy której mamy ładną skórę i nie potrzebujemy kosmetyków.


     Sportowcy a tłuszcz…

 

Jest spora grupa sportowców żywiących się tłusto. Osiągają świetne wyniki sportowe, mają mnóstwo energii, nie mają skurczów mięśni ani kontuzji, gdyż ich dieta bogata jest w naturalny kolagen.

Wielu sportowców zaś żywi się głównie węglowodanami, unikając tłuszczu. I mamy później takie sytuacje jak miażdżyca, zakrzepy czy zawał u szczupłych aktywnych ludzi jedzących „chudo”. Stąd bardzo często nagła śmierć podczas zawodów, maratonów. Oczywiście mogą być też inne przyczyny takiej śmierci, np. niezdiagnozowana wada serca czy inna choroba, ale nie mam wątpliwości co do tego, że wielu sportowców nie żywi się prawidłowo i tutaj raczej należy szukać klucza do zagadki niespodziewanych zgonów.

Bardzo często sportowcom towarzyszy nieuzasadniony, paniczny lęk przed tyciem. I stąd wykrawanie z każdego kawałeczka mięsa widocznego tłuszczu. A przecież tam jest kolagen, który tak bardzo jest im potrzebny do budowania zdrowych, mocnych kości, więzadeł i ścięgien!! O tym niestety zapominają.

Wśród kulturystów i sportowców uprawiających ćwiczenia siłowe na przykład, zagościł na dobre mit potrzeby dużych ilości białka do budowania siły i masy mięśniowej. Są tak skupieni na białku, że zapominają o tłuszczach. I wylewają dziecko z kąpielą oddzielając białka od żółtek jedząc same białka – czyli tę część mniej wartościową dla organizmu. Nie rozumiem tak mało logicznego podejścia do diety, zwłaszcza, że są sportowcy, którym od diety tłustej przybywa siły i mięśni. Wcale nie potrzeba do tego celu dużo białka, do przerobienia którego organizm musi zużyć naprawdę dużo wysiłku.


     Jedz zdrowo i przestań myśleć o liczbach!

 

Ja zawsze powtarzam moim klientom, by przestali cały czas się ważyć czy w kółko badać cholesterol. Nie o liczby tutaj chodzi, a o nasze postrzeganie diety, stylu życia i w efekcie samopoczucia. Wchodzenie codziennie na wagę nie zmienia absolutnie niczego. Wręcz przeciwnie, zniechęca bardzo często do zmiany nawyków żywieniowych czy zwiększenia aktywności fizycznej. Sprawia też, że to waga dyktuje, co mamy robić i staje się to obsesją. To bardzo niepokojące.

Poziom cholesterolu z kolei jest kwestią tak indywidualną i zmienną, że jednego dnia możemy mieć przekroczoną „normę”, a za tydzień być już „w normie”, bo wątroba wtedy akurat z jakiegoś powodu wyprodukowała go więcej. Najważniejsze, to utrzymać odpowiednie proporcje między tłuszczem, białkiem i węglowodanami w codziennej diecie. Czyli, zdrowych tłuszczów nasyconych dużo, wielonienasyconych mało albo wcale, niewiele białka i mało węglowodanów. I wtedy zdrowie i samopoczucie szybują w górę. Kto mi nie wierzy, nich sam spróbuje.
Zwłaszcza te z Was, które macie problemy zdrowotne, w szczególności naczyniowe, kostne, stawowe, alergie, nowotwory czy schorzenia związane z uszkodzeniami tkanki nerwowej tj. stwardnienie rozsiane.

Ewelina Wieczorek
http://epicentrumzdrowia.pl/
https://www.znanylekarz.pl/ewelina-wieczorek/dietetyk/szczecinek