Zadziałaj dla siebie


Dieta roślinna – kolejna teoria, moda
czy potwierdzony naukowo właściwy model żywienia?

 

 

 

Będzie dziś długo :-) Ale tylko dlatego, że chciałam jak najdokładniej i możliwie szeroko pod różnym kątem omówić ten temat, gdyż jest szalenie ważny i można pisać o nim całe tomy książek.

Starałam się ująć to, co najistotniejsze dla naszego zrozumienia tej prawdy, opierając się na poszczególnych wynikach niektórych badań naukowych.

 

 

 

Jednak na początek… chcąc rozmawiać o żywieniu, warto wspomnieć o najistotniejszej i niepodważalnej kwestii. Chodzi o troistość natury ludzkiej – ciało, umysł i ducha. Zawsze przypominam o tym ważnym aspekcie oraz wskazuję na fakt, iż pożywienie wpływa na każdą z tych sfer. Nie można zatem mówić o tym, że żywność odżywia tylko ciało albo, że ma tylko wymiar duchowy. Otóż żywność wpływa na nas kilku-wymiarowo. I tak, jak wpływa na ciało, tak samo wpływa na ducha i umysł. I odwrotnie.

 

Mówiąc o roślinnym stylu żywienia, bardzo często pojawia się w naszych umysłach słowo: weganizm. I słusznie, bo rzeczywiście weganizm oznacza dietę roślinną, pozbawioną produktów pochodzenia zwierzęcego. Jest tylko jedna rzecz. Otóż można być weganinem z przyczyn światopoglądowych (moralnych, religijno-duchowych czy kulturowych), ale można również nim zostać ze względu na aspekty zdrowotne.

 

I tymi drugimi chciałabym w tym miejscu się zająć. Nie chcę bowiem wkraczać w tematy światopoglądowe i ideologiczne, gdyż bardzo często w nich poruszane są zagadnienia dobra i zła. A moja filozofia jest taka, że zło i dobro realnie nie istnieją. Istnieją jedynie nasze osobiste wybory i doświadczenie. A te z kolei mogą być dla nas korzystne bądź nie i mogą sprawiać nam radość bądź zadawać ból i cierpienie. Dobro i zło jak dla mnie to kwestie umowne (w różnych społecznościach możemy przecież obserwować, że są to pojęcia względne, bardzo różnie interpretowane, tudzież dla jednych określone „dobro” jest „złem” i na odwrót). Dlatego patrzę szerzej, nie przez pryzmat społecznych praw, ustaleń, zasad i dogmatów.

 

       Badanie chińskie (China Study) i jego niezwykłe odkrycia

 

Przejdźmy zatem do diety roślinnej. Co pokazują badania naukowe i obserwacje populacji? Jednym z badań, którego wyniki wywarły na mnie duże wrażenie i dzięki któremu mocniej uwierzyłam, iż spożywanie nabiału, jaj i mięsa (a konkretniej, białek i tłuszczów zwierzęcych) powoduje u człowieka choroby i osłabia jego życie umysłowe, było badanie chińskie (China Study). Projekt ten był prowadzony przez dr Collina Campbella, we współpracy z uniwersytetami Cornella i Oxford oraz z Chińską Akademią Medycyny Profilaktycznej.

 

Program ten jest obecnie najbardziej wnikliwym badaniem wpływu odżywiania na zdrowie człowieka, jakie kiedykolwiek przeprowadzono. Gorąco zachęcam Cię do przeczytania książki pt. Nowoczesne zasady odżywiania, C. Campbella, który odkrywa przed nami ponad 8 tysięcy istotnych powiązań pomiędzy różnymi składnikami diety a zachorowalnością, których dokonano w trakcie tej 40-letniej obserwacji.

 

Analizując wyniki tych badań, wszystko układa się w jedną całość, a mianowicie wiemy już, jednoznacznie, że to białka i tłuszcze zwierzęce, a nie węglowodany, zwiększają ryzyko zapadnięcia na choroby cywilizacyjne, w tym nowotwory różnego rodzaju. Pokazały to badania na szczurach, jak i porównywanie populacji Stanów Zjednoczonych do ludności zamieszkującej obszar Chin. Jak wiadomo, w Chinach przeważa dieta roślinna - bogata w owoce, warzywa, błonnik - zaś w USA zdecydowanie królują produkty bogate w tłuszcze i białka zwierzęce.

 

Nie będę pisała o konkretnych wynikach, gdyż temu zagadnieniu została poświęcona cała książka. Można zapoznać się tam z wynikami dotyczącymi wpływu diety odzwierzęcej na poszczególne choroby. Informacje tam zawarte, niewątpliwie Cię zaskoczą i mam nadzieję, skłonią do licznych refleksji.

 

       Skoro powinniśmy jeść prawie same rośliny, to dlaczego od tylu lat ludzie jedzą mięso?

 

Takie pytanie często słyszę od różnych osób. Odpowiadam wtedy pytaniem na pytanie: skąd zatem wzięły się choroby cywilizacyjne? Może właśnie przez to, że od pewnego czasu zaczęliśmy jeść produkty odzwierzęce… Zastanówmy się, czy oby na pewno człowiek pradawny jadł tyle mięsa, jak się nas powszechnie przekonuje? I czy kult białka, który panuje od ponad 100 lat, jest rzeczywiście poparty jakimś mądrym i logicznym uzasadnieniem?

 

Człowiek pierwotny jadał po pierwsze bardzo niewiele, a już na pewno rzadko jadł mięso, bo upolowanie zwierzyny nie było takie proste. Wiemy za to, że człowiek ten zjadał głównie grzyby, jagody, orzechy, bulwy i kłącza, które były o wiele łatwiej dostępne. Wiemy też, że nierzadko głodował. I wiemy też, że był aktywny fizycznie. Jak więc możemy się do niego porównywać?

 

Bądźmy szczerzy - przecież my białek zwierzęcych i tłuszczów nasyconych jemy na potęgę! I jeszcze argumentujemy to tym, że jest to pokarm nam niezbędny. Na talerzu człowieka kraju cywilizowanego, niemal każdego dnia znajdziemy nabiał (twarogi, sery, serki, jogurty, tłustą śmietanę, mleko, masło), jaja w różnej postaci, mięso, kiełbasę, pasztety i wędliny przeróżnych zwierząt oraz ryby (często te hodowlane). A teraz zastanówmy się, ile na tych talerzach jest roślin – surowych, świeżych owoców, warzyw w postaci surówek, sałatek, gotowanych warzyw, orzechów i nasion…

 

Na szczęście coraz więcej osób skłania się do tego, by ich talerze wyglądały kolorowo i spożywają więcej jarzyn i owoców, ale mówimy o pewnym standardzie żywienia, który jest typowy dla większości, co pokazują statystyki dotyczące choćby tego, ile czego ludzie kupują i zjadają.

 

Każdy powinien wiedzieć o tym, że choroby zaczęły się wraz ze wzrostem spożycia produktów pochodzenia zwierzęcego. I o tym mówią liczne badania naukowe oraz obserwacje całych populacji. Mało tego, skoro wszystko jest energią (a o tym doskonale wiemy), to logiczne jest, że mięso pochodzące z hodowli przemysłowej, nie jest dobrą energią dla ludzkiego organizmu pod kątem fizycznym, duchowym, emocjonalnym. Zwierzęta żyją tam w strachu, bólu i mocno cierpią. Te emocje kumulują się w ich organizmach. A my to potem zjadamy... Więc przejmujemy tę energię (zarówno emocje tych zwierząt, ale i substancje, którymi są karmione - antybiotyki, hormony, pasze GMO, ...).


Uważam, że warto o tym pamiętać. Niestety nie jest dziś łatwo nabyć mięso ekologiczne. Trzeba miec dostęp do zaufanego rolnika albo hodować zwierzęta samemu. Z roślinami eko jest zdecydowanie łatwiej.

 

       Skąd wzięło się przekonanie, że mięso jest dla nas niezbędne i wysokoodżywcze?

 

Od 1839 roku białko jest najbardziej czczonym składnikiem odżywczym. W XIX wieku białko było po prostu synonimem mięsa. I dziś niestety jeszcze nadal utrzymuje się taka tendencja. Wystarczy zapytać przeciętnego Kowalskiego, z czym kojarzy mu się słowo białko. Prawdopodobnie padnie na mięso, rybę albo jajo. Mało komu przychodzi na myśl jakaś roślina. A przecież rośliny, jako cała grupa, zawierają wszystkie aminokwasy! (białko składa się z 20 rodzajów aminokwasów). Owszem, w poszczególnych roślinach może brakować jednego czy nawet kilku aminokwasów, ale przecież na ogół zjada się różne owoce, warzywa czy zboża w ciągu dnia, w różnych kombinacjach. I wtedy następuje piękna synergia wielu aminokwasów i innych substancji.

 

Ludzie wybierający dietę roślinną, np. weganie, nadal jeszcze pytają, skąd czerpać białko, tak jakby rośliny go nie zawierały. I nawet, jeśli wiedzą, że zawierają, to obawiają się o jego niedostateczną jakość. Takie podejście doprowadziło właśnie do włączania do każdego posiłku wielu roślin, aby dostarczyć sobie wszystkich 20 grup aminokwasów. Jednak nie jest to wcale konieczne, ponieważ system metaboliczny człowieka jest na tyle złożony i mądry, że potrafi pozyskiwać wszystkie aminokwasy bazując na poszczególnych dniach, a nie posiłkach. Nie musimy zatem przejmować się tym, aby zapewnić sobie wszystkie 20 grup w jednym posiłku czy nawet dniu.

 

Organizm ludzki jest bardziej mądry, niż nam się wydaje. Wystarczy mu nie przeszkadzać i nie obciążać go niezdrowym pożywieniem. Oprócz pożywienia stricte, są jeszcze niestety wszelkie toksyny, o których napiszę osobny artykuł. One też niestety robią swoje. Jednak żywność, jak wynika z badań, ma prawdopodobnie największe znaczenie – a zwłaszcza zachowanie rozsądnych proporcji, między węglowodanami, tłuszczem i białkiem.

 

       Mięso przejawem cywilizacji, inteligencji i kultury…

 

Należy wspomnieć, że do kultywowania spożywania białka (mięsa i produktów zwierzęcych), mocno przyczynili się pod koniec XIX wieku Carl Voit, Max Rubner i W.O. Atwater. Rubner ogłosił nawet, ze spożycie białka, czyli mięsa, to symbol cywilizacji i prawo cywilizowanego człowieka. Czyli jeśli człowiek był cywilizowany, jadł dużo białka. Jeśli był bogaty, jadł dużo białka, a jeżeli był biedny, jadł ziemniaki i chleb. Niektórzy uważali wówczas klasy niższe za leniwe i mało inteligentne, co automatycznie wiązali z niskim spożyciem przez nich mięsa i produktów zwierzęcych. Panowało przekonanie, że im więcej mięsa, tym lepiej i było to przejawem kultury.

 

       Niewiedza i chaos informacyjny dotyczący odżywiania

 

W Polsce propagowanie spożywania mięsa i nabiału zaczęło się od masowej hodowli zwierząt. A żeby zapewnić zyski z tej gałęzi gospodarki, całe rządy, świat nauki, media, rozpoczęły swoją działalność, kontrolując wiedzę na temat wpływu takiej diety na ludzi. Nie wszyscy jednak robili to świadomie. Należy bowiem pamiętać, że nie wszystkie czynności, które podejmuje się w celu utrzymania status quo, są nielegalne. Nie trzeba zaraz płacić naukowcom za fałszowanie danych z badań czy dawać łapówek ludziom u władzy. Po co się posuwać do tego typu działań, narażając się na utratę pracy czy karę, skoro można to zrobić w pełni legalnie… Prawda jest taka, że cały system przedkłada korzyści finansowe ponad zdrowie, technologię ponad żywność oraz chaos informacyjny ponad prawdę.

 

Zatem wprowadzanie ludzi w błąd, wydawanie sprzecznych informacji na temat tego, co zdrowe, ukrywanie prawdy o prawdziwych przyczynach chorób oraz całe to zamieszanie osiąga się w jak najbardziej jawny i legalny sposób. Do jego rozprzestrzeniania przyczyniają się ludzie, którzy nawet nie podejrzewają, że stali się elementem tej smutnej gry.

 

       Czy Ty też masz czasem mentlik w głowie?

 

Stąd dziś większość ludzi nie wie, jak powinna się odżywiać, by trwale schudnąć, wyjść z jakiejś choroby, usunąć przykre dolegliwości czy zabezpieczyć się przed nowotworem. Większość osób, które przychodzą do mojej poradni, są w rozterce. Głośno mówią o tym, że stale są wprowadzani w błąd, bo od jednego specjalisty słyszą to, od drugiego tamto, a w książkach i Internecie eksperci głoszą jeszcze zupełnie inne porady o diecie w tej samej chorobie.

Klucz, to dostęp do wewnętrznej mądrości i zdobycie wiedzy potwierdzonej badaniami naukowymi. Stawką jest bowiem Twoje zdrowie, samopoczucie i jakość przeżywania życia.

 

Osobiście nie szukałam nigdy rzetelnych informacji w telewizji, a już na pewno nie na kanałach informacyjnych. W Internecie też trzeba być czujnym. Książki, to lepsza opcja, ale też polecam krytyczne podejście do teorii w nich opisywanych. Najlepiej jest mieć dostęp do takich książek, w których autorzy są odkrywcami, badaczami i rzetelnie krok po kroku opisują wyniki swoich badań. Ja mam jeszcze to do siebie, że wczuwam się zawsze w ich intencje no i chyba coraz bardziej potrafię odróżnić ziarna od plew. Jednak to wynika z wielu lat mojej pracy zawodowej w charakterze psychodietetyka i promotora zdrowia, jak również z moich obserwacji i doświadczeń.

 

        Mamy prawo jeść produkty odzwierzęce, ale badania pokazują, że popełniamy błąd.
        Nie tylko badanie chińskie…

 

Oprócz badania chińskiego, które jest najbardziej wnikliwe, istnieje jeszcze wiele innych, dających wiele do myślenia. Przytoczę je tu w skrócie.

 

Jeden z programów charytatywno-naukowych na Filipinach, prowadzony w latach 70-tych ubiegłego wieku, miał na celu znaleźć przyczynę wysokiej zachorowalności tamtejszych dzieci na raka wątroby. Podejrzewano, że wywołują go aflatoksyny, czyli silnie rakotwórcze mykotoksyny pochodzące z pleśni orzeszków ziemnych i kukurydzy. Jako, że dzieci te były jednocześnie niedożywione, a panowało ogólne przekonanie, że niedożywienie jest spowodowane niedoborami białka, zwłaszcza zwierzęcego, postanowiono zwiększyć jego podaż w diecie.

 

Projekt trwał 10 lat, czyli tyle czasu rządy i uniwersytety na całym świecie wspólnie pracowały nad zmniejszeniem niedoboru białka w krajach rozwijających się. I co się okazało? Dzieci, których dieta zawierała największe ilości białek zwierzęcych, najczęściej zapadały na raka wątroby.

 

Raport z badań przeprowadzonych w Indiach potwierdził te wyniki, robiąc badania na szczurach. Wszystkim 200 osobnikom podawano tę samą ilość aflatoksyny, przy czym 100 z nich otrzymywało 20% energii pochodzącej z białka zwierzęcego (tyle średnio spożywają obecnie ludzie Zachodu, więc celowo nie zwiększano tej ilości), zaś drugie 100 szczurów otrzymywało dietę zawierającą 5% kalorii z białek. Jakie były efekty? U wszystkich 100 osobników z 20% udziałem energii z białek wystąpił rak wątroby, zaś u pozostałych 100 nie odnotowano ani jednego takiego przypadku!

Wniosek był jednoznaczny: białko w diecie ma tak silne działanie, że zmieniając jego ilość w pożywieniu, możemy włączać lub wyłączać rozwój nowotworów. Dlaczego wyłączać?

 

Otóż zbadano również, czy zmniejszając podaż białek w diecie można cofnąć guzy nowotworowe. Odkryto, że zmniejszając chorym szczurom podaż białek zwierzęcych w diecie (podając im nadal duże ilości trującej aflatoksyny!), powodowano hamowanie rozwoju guzów. Zatem efekt rakotwórczy tej silnie toksycznej substancji został zniwelowany poprzez niskobiałkową dietę.

 

Oczywiście nierozsądne byłoby niesprawdzenie, czy rzeczywiście chodzi tylko o białka zwierzęce. Jeśli chcemy już mówić o konkretnych wynikach i powiedzieć społeczeństwu o tych niezwykłych odkryciach, należy sprawdzić, czy rzeczywiście chodzi tylko o białka zwierzęce, czy może również o roślinne. Sprawdzono zatem kazeinę (białko zwierzęce pochodzące z mleka) oraz białka roślinne - sojowe i pszeniczne. Tylko kazeina powodowała rozwój nowotworu w każdym jego stadium (inicjacji, promocji i progresji). Nie dotyczyło to zaś zupełnie białek roślinnych.

 

Powyższe badania nie skończyły się jednak w tamtym momencie. Badanie chińskie było kontynuacją i ciągłym potwierdzaniem się wyników z opisanych wyżej projektów, o czym możesz dokładnie przeczytać w podanej przeze mnie wyżej książce. I dodam tylko, że wyniki badania chińskiego dotyczyły nie tylko powstawania nowotworów, ale i szeregu innych chorób tzw. z dobrobytu, czyli cywilizacyjnych. Jedną z takich chorób, jest niewątpliwie choroba niedokrwienna serca.

 

       Projekt badawczy dr Caldwella Esselstyna i niezwykłe wnioski

 

W roku 1985 dr Caldwell B. Esselstyn, uznany chirurg z kliniki w Cleveland postanowił sprawdzić efekty diety opartej na produktach roślinnych na ludziach z chorobą niedokrwienną serca (osoby te przed badaniem przeszły wiele zdarzeń wieńcowych, w tym dusznicę, by-passy, zawały serca i udary). Stosując niskotłuszczowy, roślinny model żywienia oraz małe dawki leku obniżającego poziom cholesterolu we krwi, Esselstyn otrzymał najbardziej spektakularne efekty, jakie kiedykolwiek odnotowano w leczeniu chorób serca.

 

Chirurg poprosił swoich pacjentów, aby notowali wszystko, co jedzą. Uczestnicy mieli unikać czerwonego mięsa, ryb, drobiu i nabiału, z wyjątkiem odtłuszczonego mleka i jogurtu. Po około 5 latach trwania programu zalecił pacjentom, by odstawili również mleko i jogurt. Pięciu pacjentów wycofało się z badania w ciągu pierwszych 2 lat. Pozostało 18 osób. I wszyscy oni osiągnęli niebywały sukces.

 

Poziom cholesterolu spadł ze średnio 246 mg/dl do 132 mg/dl, poziom „złego” cholesterolu również się zmniejszył. U 70% pacjentów udrożniły się zablokowane tętnice. Jednak tym, co zrobiło największe wrażenie, był fakt, że od rozpoczęcia badania, nie wystąpiły u pacjentów żadne zdarzenia wieńcowe. I co ważne, podczas kolejnych 11 lat pojawił się tylko jeden przypadek pogorszenia zdrowia wśród 18 pacjentów (wszyscy oni kontynuowali dietę). To pogorszenie dotyczyło pacjenta, który na dwa lata przerwał dietę. Wówczas wystąpiły u niego bóle klatki piersiowej. Po powrocie do diety roślinnej, dławica ustąpiła.

 

Po tych odkryciach, zgłaszali się do dr Esselstyna pacjenci, w tym sami lekarze mający problemy zdrowotne, osiągając wspaniałe efekty proponowanej przez chirurga diety.

 

       Lifestyle heart Trial – odkrycia dr Deana Ornisha

 

Absolwent Harvardu, dr Ornish stał się jednym z czołowych badaczy, którzy powiązali choroby serca ze stylem żywienia. Uleczył on bowiem 28 pacjentów głównie za pomocą diety, którą stosowali oni przez jeden rok. Dieta polegała na wykluczeniu produktów odzwierzęcych, z wyjątkiem kubeczka chudego jogurtu, szklanki chudego mleka lub białka jaja kurzego (jedno do wyboru w ciągu dnia). Poza tym, mogli oni jeść ile chcą, ale tylko z listy produktów roślinnych (owoców, warzyw, zboż).

 

Oprócz tego pacjenci stosowali metody radzenia sobie ze stresem, tj. medytację, ćwiczenia oddechowe, techniki relaksacyjne, przez godzinę dziennie. Co do aktywności fizycznej, uczestnicy eksperymentu mieli zapewnić sobie 3 godziny ruchu w ciągu całego tygodnia, czyli np. pół godziny dziennie albo godzinę co drugi dzień.

 

Należy podkreślić, że oprócz diety, radzenia sobie ze stresem i ruchu, badani nie zażywali żadnych leków, nie byli poddawani jakimkolwiek zabiegom czy innym technologiom medycznym.

 

W tym samym czasie doktor obserwował też grupę kontrolną, złożoną z 20 pacjentów, którzy odżywiali się standardowo, czyli spożywali tradycyjną zachodnią dietę złożoną z produktów wysokobiałkowych, wysokotłuszczowych, w większości zwierzęcych.

 

Jakie były rezultaty? Poziom cholesterolu znacznie się obniżył (średnio z 227 mg/dl do 152 mg/dl), poziom LDL również spadł. Bóle w klatce piersiowej zmniejszyły się. U osób najbardziej przestrzegających zaleceń dr Ornisha, tętnice uległy zwężeniu o 4%. Był to bardzo dobry wynik, jak na rok przestrzegania zaleceń. Ogólnie rzecz biorąc, u 82% spośród 28 pacjentów, regresja choroby serca nastąpiła w ciągu jednego roku.

 

Grupa kontrolna, jak można się domyślić, nie miała się tak dobrze, pomimo że była objęta standardową opieką medyczną (leki, zabiegi medyczne itp.). Bóle w klatce piersiowej w ciągu tego roku narastały, trwały dłużej i były częstsze. Poziom cholesterolu był o wiele wyższy, niż u grupy eksperymentalnej. Podobnie stan tętnic, pogarszał się, co prowadziło do miażdżycy tętnic.

 

       Czy zdrowo myśląca osoba może kwestionować tak jednoznaczne wyniki badań?

 

Myślę, że wszystko nam wolno. To nasze wybory. Możemy zaprzeczać, udawać, że czegoś nie widzimy, albo że w coś nie wierzymy. Możemy doszukiwać się rzekomo popełnionych błędów w badaniach. Jednak prawda jest taka, że za dużo jest długotrwale trwających eksperymentów i obserwacji potwierdzających fakt, że spożywanie diety z produktami odzwierzęcymi, diet wysokobiałkowych, wysokotłuszczowych i niskowęglowodanowych (w których mało jest owoców), serwuje nam choroby cywilizacyjne, w tym nowotwory. I dopóki nie skłonimy się ku diecie roślinnej, diecie jak najbardziej nam bliskiej i naturalnej, bogatej w warzywa, owoce, nasiona, orzechy, zawierającej małe ilości zdrowych olejów i oliwy, dopóty nie osiągniemy pełni zdrowia i właściwej masy ciała.

 

Oprócz konkretnych badań, projektów i eksperymentów, mamy również możliwość usłyszenia czy przeczytania głosów różnych mądrych lekarzy, specjalistów, dietetyków, naturopatów, osób zajmujących się zdrowiem od wielu lat. I również warto brać pod uwagę ich własne obserwacje i wnioski poczynione na drodze bogatego doświadczenia zawodowego.

 

       A co, jeśli ktoś je tłusto, prawie same produkty zwierzęce i osiąga świetne efekty zdrowotne i inne? Jak to wyjaśnić?

 

Należy omówić w tym miejscu dwie sprawy.

 

Pierwsza jest taka, że pomimo tak samo działających organizmów (mamy przecież takie same organy wewnętrzne, te same układy, które uruchamiają te same procesy i choćby z tego powodu obowiązują nas pewne uniwersalne zasady, które stanową fundament naszego dobrego stanu zdrowia), to każdy z nas jest trochę inny. I może również być tak, że rzeczywiście jeden człowiek będzie odżywiał się głównie produktami zwierzęcymi i wcale nie zapadnie na żadną z poważnych chorób. Jednak należy brać jeszcze pod uwagę czynnik, jakim jest stres.

 

Miałam kiedyś przyjemność osobistego poznania George`a Ashkara, doktora fizyki, który zajmuje się również leczeniem nowotworów. I powiedział on ważną w moim odczuciu rzecz, a mianowicie, że aby nowotwór zaczął się rozwijać, oprócz niewłaściwej diety bądź zadziałania jakiejś silnie toksycznej substancji na organizm, musi wystąpić jeszcze czynnik stresogenny. Bez stresu nowotwór nie wystąpi. Bo choroba manifestująca się poprzez ciało, zawsze jest powiązana z naszymi emocjami, naszą duszą i umysłem. Tak jak napisałam na samym wstępie artykułu – człowiek to istota troista.

 

Jak wiemy, niemal wszyscy jesteśmy poddawani czynnikom stresującym, zwłaszcza w dzisiejszym świecie. Jednak znajdują się wśród nas i tacy, których żadne zewnętrzne perturbacje nie dotykają tak bardzo emocjonalnie i nerwowo. Po prostu świetnie sobie radzimy w sytuacjach stresowych, mamy dobre, pozytywne nastawienie do wszystkiego, nie ulegamy łatwo zdenerwowaniu, nie martwimy się i jesteśmy optymistami. Można nazwać takie osoby buddami J Swoją drogą, chciałabym taka być, bo to się zwyczajnie opłaca i daje same korzyści, ale póki co jeszcze chyba nie jestem na takim etapie rozwoju duchowego i emocjonalnego. I myślę, że takie osoby rzeczywiście nie zapadną na żadną z groźnych chorób, nawet jeśli ich odżywianie pozostawia wiele do życzenia.

 

No ale tak czy owak, jest ich zdecydowana mniejszość i póki co dieta stanowi kluczową rolę w życiu większości. Zatem nie pozostaje nam nic innego, jak tylko przerzucać się stopniowo na produkty roślinne i wykluczać te pochodzące od zwierząt. Do tego przyda się trochę więcej aktywności fizycznej i jakaś wybrana metoda walki ze stresem.

 

I druga sprawa, należy krytycznie podejść do tych „spektakularnych efektów”, o których mówią ludzie stosujący diety wysokotłuszczowe, wysokobiałkowe i niskowęglowodanowe. Po pierwsze, trzeba zapytać ich, jak długo stosują określony model żywienia.

 

Bardzo często spotykam się z ludźmi, którzy po kilku miesiącach rzeczywiście osiągnęli lepsze samopoczucie czy zgubili kilka zbędnych kilogramów. Ale dlaczego tak się dzieje? Z prostej przyczyny: każda zmiana coś wywołuje. Jeśli taki człowiek odżywiał się przez lata tradycyjnie, a zatem spożywał wszystko, co miał pod ręką, czyli białe pieczywo, słodycze, fast-foody, tłuste mięsa i nabiał, przekąski z konserwantami, słodzone napoje, niewielką ilość owoców i warzyw, to nie dziwne jest, że po przejściu na jakąkolwiek dietę jego pewne parametry ulegną zmianie – poprawią się. Jeśli ktoś przeszedł na dietę wysokobiałkową lub wysokotłuszczową, w której królują produkty odzwierzęce, to musiał on przecież zrezygnować z rafinowanego cukru w postaci słodyczy i słodkich napojów, produktów z białej mąki i fast-foodów. I być może jeszcze do tego zaczął czytać etykiety, by wybrać produkty bezcukrowe czy przy okazji te bez konserwantów.

 

I samo to odstawienie powyższych produktów, które zdrowe z pewnością nie są, już zrobiło swoje, oczywiście na plus. Czyli osoba taka zrzuciła trochę tkanki tłuszczowej, poprawiła swoje samopoczucie, być może coś przestało ją boleć, czy usunęła częściowo przykre dolegliwości. Jednak należy pamiętać, że to wcale nie oznacza, że odżywia się ona zdrowo. Otóż wiele chorób nie znika po odstawieniu samego cukru czy konserwantów. To tylko jeden z elementów zdrowej diety. A jednym z kolejnych jest np. zwiększenie w diecie witamin i minerałów w powiązaniu z innymi substancjami czynnymi, które są ważne dla ustroju.

 

I to umożliwiają nam rośliny (głównie owoce i warzywa). Pytanie tylko, jak zwiększyć ich ilość, skoro w dietach kultywujących produkty tłuste i białkowe pochodzące od zwierząt, na ogół zabrania się zjadania większości owoców i sporej części warzyw, a nawet jeśli całkowicie się ich nie wyklucza, to trzeba się mocno pilnować, by nie zabrakło w żołądku miejsca na produkty wysoce zalecane. Logiczne jest, że nasze żołądki mają ograniczoną pojemność i zjemy tylko tyle, ile jesteśmy w stanie. Jeśli więc pojemy sobie tłusto i wysokobiałkowo, nie zmieści się już jabłko, śliwka czy burak…

 

Bądźmy zatem rozsądni.Swoją drogą na pewno napiszę wkrótce osobny artykuł na temat owoców i tego, skąd wziął się lęk przed nimi oraz czy jest on uzasadniony.

 

Dodam, że aby mówić o długofalowych pozytywnych rezultatach diet z dużą zawartością tłuszczów i białek zwierzęcych, należałoby stosować się do tych modeli żywienia skrupulatnie przez minimum rok, a najlepiej kilka lat. Bo tak jak wspomniałam wcześniej, na początku zazwyczaj osiągamy jakieś efekty, bez względu na rodzaj zastosowanej diety. A potem może być różnie…

 

W mojej poradni gościło wiele osób, które miały za sobą dietę wysokobiałkową lub wysokotłuszczową. Zdecydowana większość z nich nie była jednak zadowolona z rezultatów. Owszem, kilogramy na początku spadały, ale w to miejsce pojawiał się szereg dolegliwości o różnym nasileniu, np. problemy z wypróżnianiem, cienie pod oczami, nieprzyjemny zapach potu oraz z ust, spadek nastroju i energii, jak również bóle w okolicy wątroby i nerek (te bóle występowały przy diecie wysokobiałkowej).

 

Aby wyleczyć się z choroby cywilizacyjnej (cukrzycy, miażdżycy, osteoporozy, reumatoidalnego zapalenia stawów, Hashimoto, chorób serca, nadciśnienia tętniczego, stwardnienia rozsianego, nowotworu, chorób o podłożu alergicznym tj. łuszczyca, egzema) czy zgubić trwale zbędne kilogramy, należy odżywiać się prawidłowo. A powyżej przytoczone badania (jest takowych o wiele więcej) wyraźnie pokazują, jak powinno wyglądać to prawidłowe odżywianie współczesnego człowieka. Z pewnością powinny znaleźć się w naszej diecie rośliny, zaś produkty odzwierzęce mogą gościć w naszym menu przy szczególnych okazjach czy też możemy ustalić sobie jadłospis z tego typu produktami, np. uwzględnić któryś z nich 1-2 razy w tygodniu. I pomimo, że może to się wydawać komuś nierealne, to mnóstwo osób potwierdza, że w rzeczywistości nie wygląda to tak strasznie.

 

U wielu mężczyzn jeszcze ciągle pokutuje przekonanie, że obiad bez mięsa, to nie obiad. Albo, że jakby przeszli na wegetarianizm, to chodziliby stale głodni i nie mieliby siły… Pytanie, czy kiedykolwiek spróbowali? Żeby wydawać opinie, trzeba najpierw doświadczyć, a to jedynie kwestia naszych wyborów, decyzji, silnej woli i determinacji. I jeśli te wybory poprzedzone są zebraniem rzetelnych informacji, dowodów i poczucia sensu, to już tylko pozostaje wcielić tę wiedzę w życie i czekać na wspaniałe rezultaty swoich poczynań.

 

Tego życzę nam wszystkim!

Mądrości i Zdrowia!
Ewelina Wieczorek
www.epicentrumzdrowia.pl

 

 

 

 

 

                                     

                     

          Witaj w ZADZIAŁAJ DLA SIEBIE!

Nazywam się Ewelina Wieczorek i jestem autorką tego serwisu jak i firmy Epicentrum Zdrowia w Szczecinku. Z wykształcenia jestem pedagogiem zdrowia, specjalistą ds. żywienia, psychodietetykiem, nauczycielem w ZS nr 6 w Szczecinku.

 

Jeżeli chcesz żyć zdrowo, próbujesz odżywiać się świadomie, chcesz schudnąć, szukasz do tego motywacji - zapraszam Cię do lektury artykułów na moim BLOGU oraz do współpracy.

Jeżeli potrzebujesz wsparcia w odchudzaniu bądź pomocy w uzdrawianiu - wejdź na stronę mojej poradni Epicentrum Zdrowia.

 

Jeśli masz ochotę, czytaj więcej o mnie.

Możesz również poznac opinie o mojej pracy.

Zapraszam do kontaktu:
ewelina@epicentrumzdrowia.pl